Drugi dzień pierwszego weekendu kursu – po wcześniejszym ogarnianiu teorii, w niedzielę wszyscy kursanci zjeżdżają się już na przystań przy hotelu Shuma na Pogorii I. Nie jest to duża przystań, raczej symboliczna, ale za to ma fajny klimat i chyba idealna jak na zupełnie pierwsze kroki na łódce.

Jest nas w sumie jedenaści osób, nikt nikogo nie zna – taki zbiór obcych sobie ludzi, tak samo zaintrygowanych sytuacją w której się znajdują i rozglądających się za tym co dalej. Przychodzi do nas dwóch instruktorów – Darek i Krzysiek. Oboje pewni siebie, wiedzą o czym mówią, w końcu to nie pierwszy raz z taką grupą jak my. Stoimy przed nimi, dzielą nas na pół prawie jak na klasówce z matmy za starych czasów: grupa 1 i grupa 2, podzieleni krechą na pół, pięcioro z nas idzie do Darka, sześcioro do Krzyśka. Jedyne pytanie poprzedzające to czy w grupie są jakieś małżeństwa czy rodzina – wiadomo, wtedy nie wiadomo czy lepiej razem czy osobno, żeby jednak się nie pozabijać w trakcie walki na łódce 😉

Pierwsza pogadanka jaką dostajemy to kwestie bezpieczeństwa, historie z życia wzięte, od znajomych, z wiadomości, z różnych źródeł – jak to bom uderzeniem w głowę wyrzucił kogoś za burtę, jak to kogoś potraktowała śruba z silnika, jak nie rozwalić jachtu wybuchem gazu przy gotowaniu. Trochę to sprowadza na ziemię, po takim wstępie każdy łapie większy respekt do tego co może się wydarzyć.

Trafiam do grupy Darka razem z czterema innymi osobami, druga grupa ma kurs w tym samym czasie co my, ale na innej łódce i z drugim instruktorem – tak trochę razem na bliźniaczych łódkach, ale jednak osobno. Darek robi wrażenie doświadczonego żeglarza. Momentami wygląda dość groźnie, nie patyczkuje się z nami od początku, same konkrety i musztra. Ale gdzieś tam widać, że serce jak na dłoni. Dobry człowiek. Teraz same standardy – wymiana telefonów, grupa na WhatsAppie, pierwsze kilka słów od każdego o sobie dla innych.

Cały czas leje deszcz. Darek zaczyna więc z teorią i odrobiną praktyki. Tłumaczy na kartkach odejścia i podejścia do pomostu, rozrysowuje zachowania żaglówki, siły jaką na nią działają, odpowiednie kąty – dla kogoś, kto absolutnie w ogóle nie zna się na temacie to trochę czarna magia na tych rysunkach, ale później nabiera to jakiegoś sensu… jak już się testuje w praktyce. Później dostajemy liny i zaczynamy z pierwszymi węzłami – ratowniczy, knagowy, wyblinka… Dalej mocno leje, słabo z opcjami na naukę na łódce, głównie siedzimy przy stole pod wielkim parasolem, patrzymy z daleka i gadamy. No co zrobić, taki pierwszy dzień.

W przerwie wspólny lunch na lepsze zapoznanie się załogi, jak to często w takich przypadkach bywa, każdy z nas z innej parafii. W mojej grupie mieszanka – dentysta, kierowca TIRów, IT… druga załoga to też każdy z innej bajki, fajne zestawienie ludzi 🙂 Początek momentami stresujący jak to zwykle jest z nowymi ludźmi, ale atmosfera super pozytywna. Jest nadzieja, że jakoś to pójdzie dalej 🙂

PRAKTYCZNE INFORMACJE

Kilka linków o węzłach żeglarskich na początek

Leave a comment